Gdy grzech boli, dusza żyje.
GRZECH PRZYZWYCZAJONY – KIEDY SUMIENIE PRZESTAJE WOŁAĆ
facebook.com/groups/281636213820578/
Człowieku, zatrzymaj się na chwilę…
Jest jedna choroba serca, która może być bardziej niebezpieczna, niż sam upadek.
To moment, kiedy grzech przestaje boleć.
Bo dopóki człowiek płacze nad swoim upadkiem, dopóki czuje w sercu niepokój, dopóty sumienie jeszcze żyje.
Największym zagrożeniem nie jest to, że człowiek upada.
Największym zagrożeniem jest to, że zaczyna nazywać upadek normalnością.
Słowo Boże ostrzega:
„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemność na światło, a światło na ciemność.” (Iz 5,20)
Można tak długo przebywać w ciemności, że oczy przyzwyczają się do niej i człowiek zaczyna wierzyć, że widzi jasno.
Można tak długo usprawiedliwiać swoje wybory, że sumienie zaczyna milczeć.
Można tak długo powtarzać: „To nic wielkiego…” „Wszyscy tak robią…” „Bóg na pewno zrozumie…”
aż serce przestaje pytać: „Czy to prowadzi mnie bliżej Boga?”
Jezus mówi:
„Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje.” (Mt 6,21)
A człowiek wcześniej, czy później zaczyna kochać to, czemu oddaje swoje serce.
Grzech przyzwyczajony działa po cichu.
Nie zawsze przychodzi z hukiem. Czasem przychodzi małymi krokami.
Jak rdza, która powoli niszczy metal. Jak kropla, która przez lata drąży kamień. Jak rana, do której człowiek tak przywykł, że przestaje ją opatrywać.
Najbardziej niebezpieczny grzech to nie zawsze ten, który najbardziej widać.
Czasem najgroźniejszy jest ten, którego już nie chcemy zobaczyć.
Człowiek mówi: „Przecież nie jestem taki zły.”
Ale Bóg nie pyta tylko: „Czy jesteś zły?”
Bóg pyta: „Czy twoje serce jest jeszcze zdolne kochać Prawdę?”
Bo można żyć na zewnątrz poprawnie, a wewnątrz powoli tracić wrażliwość.
Można przyzwyczaić się do gniewu. Do braku przebaczenia. Do pychy. Do kłamstwa. Do życia bez modlitwy.
I pewnego dnia człowiek już nie walczy z tym, co go niszczy.
Zaczyna tego bronić.
A jednak Bóg nie zostawia człowieka w takim stanie.
On nie przychodzi, aby poniżyć. On przychodzi, aby uleczyć.
Prorok mówi:
„I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza; zabiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała.” (Ez 36,26)
Bóg potrafi przywrócić to, co wydawało się martwe.
Potrafi obudzić sumienie. Potrafi rozpalić na nowo miłość. Potrafi podnieść człowieka, który sam już nie ma siły powstać.
Ale potrzebna jest jedna rzecz:
Prawda.
Trzeba odważyć się powiedzieć:
„Panie, pokaż mi, gdzie przestałem słyszeć Twój głos.”
Bo nawrócenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje uciekać przed światłem.
Nie po to, aby zostać potępionym.
Ale po to, aby zostać uzdrowionym.
Jezus mówi:
„Nie przyszedłem bowiem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.” (Mt 9,13)
On nie gasi tlącego się płomyka. On nie łamie człowieka słabego. On wyciąga rękę do tego, kto chce wrócić.
„Powstań, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.” (Ef 5,14)
MODLITWA
Panie Jezu,
przywróć mi serce, które potrafi czuć.
Nie pozwól, abym przyzwyczaił się do tego, co oddala mnie od Ciebie.
Otwórz moje oczy tam, gdzie zacząłem usprawiedliwiać własne słabości.
Daj mi pokorę, abym umiał przyjąć prawdę o sobie, ale także wiarę w Twoje miłosierdzie.
Usuń ze mnie wszystko, co stało się normą, choć zabiera mi życie z Tobą.
Obudź moje sumienie. Oczyść moje serce. Prowadź mnie drogą światła.
Amen.